Przewijanie do góry

Tropem Juliana Krupy. Wywiad z Wojtkiem Kawalcem o największym odkryciu polskiego fandomu komiksowego

05/22/2026 | Cthulhu

Ciągle odkrywamy nowe fakty i ludzi, którzy tworzyli polski komiks na przestrzeni lat. Co jeszcze możemy odkryć, jak sądzisz i czemu nas to może zaskoczyć?

W tej materii pole do popisu jest naprawdę spore. To co było sto, sześćdziesiąt czy nawet czterdzieści lat temu oczywiste dla współczesnych tych lat ludzi, dzisiaj jest dla większości tajemnicą. Nie przywiązywali do tego uwagi, jak my teraz nie zwracamy szczególnej uwagi na to, gdzie i kiedy się coś ukazuje. Możemy wymienić tytuły kilku periodyków, dzienników czy magazynów, o których wiemy, że drukowane są na ich łamach komiksy, ale nie ogarniamy wszystkich tytułów. Co więcej, jest tego tyle, że nawet się tym nie przejmujemy. Nikt z nas nie robi specjalnej listy dla potomnych gdzie, kiedy i co się ukazuje – a tym bardziej autorów młodych, dopiero zaczynających kariery. Fakt, znane nazwiska mają swoje dość szczegółowe opracowania, ale nie znaczy to, że kompletne. Weźmy na przykład serię ,,Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” w trakcie ukazywania się której odkryto nieznane nawet dla jego wielbicieli komiksy z ,,Żołnierza Polski Ludowej”. A wydawałoby się, że to autor współczesny z dobrze udokumentowanym dorobkiem. Inny przykład: Zbigniew Lengren – od razu wszyscy powiedzą, że to autor jedynej serii komiksowej z ,,Przekroju” z Profesorem Filutkiem i psem Filusiem, ale jak się przekopie stare roczniki partyjnych dzienników to znajdzie się też inny kilkudziesięcioodcinkowy komiks: ,,Wilk Borek i jego przyjaciele”. Ktoś zna?

To może jeszcze jeden przykład z bardzo znanym rysownikiem, Władysławem Nehrebeckim – współautorem postaci Bolka i Lolka. Wśród kolekcjonerów znana jest wersja jego ,,Bolka i Lolka w kosmosie” z ,,Expressu Ilustrowanego”, ale mało kto wie, że jak się poszpera to się znajdzie pierwodruk tego komiksu w ,,Trybunie Robotniczej”, w wersji nieokrojonej (dosłownie – rysunki w Expressie były poobcinane i pomieszane), dłuższej i bardziej komiksowo zredagowanej. Ile więc może być jeszcze takich przypadkowych, nieznanych, bo wydrukowanych w dziwnych miejscach komiksów mniej znanych autorów? Ktoś gdzieś kiedyś wydrukował jakiś fajny komiks i teraz nikt o nim nie wie, bo periodyk został kompletnie zapomniany w odmętach historii. Większość tych odkryć jest czysto przypadkowa albo wynika z bardzo dokładnej kwerendy. Przekopując się przez te stare wydawnictwa człowiek czuje się jak archeolog. Taki Indiana Jones i zaginiony Polski Komiks.

Badanie komiksów prasowych to żmudna praca. Jak sobie radzisz w codziennych poszukiwaniach? Masz konkretne metody, używasz narzędzi, ktoś cię wspomaga?

To faktycznie bardzo żmudna praca. Niby już nie trzeba w większości wychodzić z domu – bo materiału do przeglądania jest w internetowych bibliotekach online więcej niż jeden człowiek jest w stanie ogarnąć, ale stwarza to też nieoczekiwane problemy. Mając do dyspozycji wolumin w stacjonarnej bibliotece przegląda się go migiem. Pach, pach, pach – strona za stroną i od razu widać, czy jest coś ciekawego czy nie znaleźliśmy nic. Inaczej jest w Internecie. Wszystko trwa o wiele wolniej i trzeba bardziej się skupić. Strony ładują się wolno, albo widok jest za mały, albo widać tylko fragment strony, a ustawienie odpowiedniej do przeglądania wielkości problematyczne. Formaty w każdej instytucji są inne, wymagają instalowania dodatkowych programów. Wewnętrzne wyszukiwanie po słowach kluczach przynosi różne wyniki, niekoniecznie takie, o które nam chodzi. Do tego wszystkiego trzeba się przyzwyczaić – także do tego, że nawet jak coś w bibliotece jest to np. jest do tego ograniczony dostęp. Coś w stylu: mam, ale nie pokażę! Kilka razy zdarzyło mi się, że na pytanie jakie kryteria trzeba spełnić, aby daną publikację można było przeglądać – biblioteka przestała odpowiadać. Innym razem dostałem przynajmniej wyjaśnienie, że roczniki zakładowego pisma nie są dostępne, bo zakład upadł i nie ma jak się skontaktować ze spadkobiercami, więc na wszelki wypadek nie można ich udostępniać online…

Większość polskich czasopism jest już przejrzana przez znawców tematu, publikujących od lat swoje odkrycia w tematycznych książkach o polskim komiksie. Oczywiście, można tu jeszcze coś odkryć, ale trzeba zdać się na regionalne wydania albo na wewnątrzzakładowe periodyki. Czasem jest to kilka tygodni bez niczego ciekawego. Ale jeżeli trafi się na dobry tytuł, a roczniki są pełne, to przejrzenie takiej gazety może potrwać i kilka miesięcy. Najdłużej, bo jakieś cztery lata, zajęło mi skatalogowanie dziennika francuskiej polonii ,,Narodowca”. We francuskiej bibliotece znalazłem roczniki 1939 – 1970 i każdego dnia spędzałem kilka godzin na przeglądaniu i kompletowaniu zamieszczonych tam komiksów. W najlepszych latach dziennik w każdym numerze zamieszczał do 7 – 8 pasków komiksowych. Każdy z nich musiałem elektronicznie wyciąć i opisać. Rozdzielczość roczników była różna, więc raz korzystałem z print screenu, a przy lepszej jakości z PDF-XChange Editora. Przy przeszukiwaniu wolę wszystko robić sam, bo oprócz komiksów szukam też ciekawych grafik, humorów, artykułów czy powieści.

Czy podzieliłeś się swoim odkryciem z innymi komiksiarzami, fanami i kolekcjonerami? Jaka była ich reakcja?

Zawsze dzielę się z każdym, kto tylko tego chce. W pierwszej kolejności oczywiście z tymi, z którymi wymieniamy się informacjami od lat: Adam Rusek, Wojciech Jama, Marek Misiora czy Sławek Zajączkowski. Mam nadzieję, że czasem pomaga im to w ich pracy zawodowej albo pasji kolekcjonerskiej. Pomaga znaleźć im to, czego szukają, a mogą o tym nie wiedzieć. Pytam ich, czy przeglądali daną gazetę i czy warto po nią sięgnąć. Czasami podrzucają mi też jakiś tytuł do szukania. Ale każdy, dosłownie każdy, może poprosić o udostępnienie zebranych materiałów i nie wiem, co by się mogło stać, żeby ich nie dostał. (No dobra – wiem ale nie powiem). Dla mnie to interesujące hobby i jeżeli komuś się mogą do czegoś przydać jego rezultaty to szkoda, żeby przepadły. Po co dwa razy odkrywać Amerykę? Słyszałem o kilku ludziach, którzy nie chcą się podzielić tym co mają, bo chcą tylko sami to mieć. Bez sensu, bo jak się im coś stanie to to, co tak skrzętnie chowają może przepaść zupełnie. Kilka razy dostałem podziękowania i było to miłe. Ale dopiero podzielenie się wiedzą o ,,Przygodach Ryszarda Arnolda” Juliana S. Krupy przerosło moje oczekiwania. Jeszcze nigdy nie dostałem tylu podziękowań od różnych ludzi z listem od rodziny Krupy włącznie. Wcześniej były to zwykłe imienne podziękowania w publikacjach albo nawet kończyłem w grupie 'i inni’.

Co jest twoim marzeniem jako badacza komiksów prasowych?

Jak tylko odkrywam jakiś fajny komiks to zaraz myślę – ale fajnie by było, gdyby to wyszło teraz w druku! Chciałbym to mieć fajnie wydane zbiorczo. Chociażby po to, żeby znowu nie zostało zapomniane. Ale od razu zdaję sobie też sprawę, że takich pasjonatów staroci jest niewielu i opłacalność takiego wydania byłaby nikła albo zerowa. Może jedynie jako publikacja Muzeum Komiksu miałoby to sens? Jakiś mały naukowy nakład? Teraz przy ,,Przygodach Ryszarda Arnolda” jest naprawdę spora szansa na ukazanie się tego w zwartym druku. I gdyby do tego doszło to pewnie uznałbym trzymając ten tom w rękach za ukoronowanie mojej kilkuletniej pracy komiksowego archeologa…

Czy dzisiaj, w epoce wszędobylskich social mediów, możemy pominąć jakieś ważne wydarzenia, ludzi, dzieła mające potencjalnie duży wpływ na kulturę?

Wydaje mi się, że paradoksalnie właśnie przez przesyt wszędobylskiej informacji łatwo możemy coś w jej natłoku przegapić. Dawniej, gdy było coś ważnego, to wałkowano to w mediach ciągle i ciągle przez dłuższy czas. Artykuły były długie, dogłębnie badające temat z wszystkimi wariantami. Nie sposób było nie natknąć się na jakiś temat. Interesujący nas czy nie. Obecnie mamy co? Wszystko jest niusem! Szybką powierzchowną informacją z podanym czasem jej przeczytania! Nieraz odszukanie informacji, którą przeczytaliśmy godzinę wcześniej jest prawie niemożliwe, bo została przykryta masą nowszych, równie krótkich i o sensacyjnych nagłówkach. Czym różni się prasowe PILNE! od komiksowego WTEM!? Owszem, jakiś bardzo ważny temat, odkrycie czy sensacja przewija się przez większość obserwowanych przez zainteresowanych mediach, ale jest to na zasadzie fali – przewali się i popłynie dalej. Ludzie nie są też jak dawniej wszechstronni, ale są zamknięci w swoich bańkach informacyjnych: grupach tematycznych, forach, kanałach informacyjnych skierowanych akurat do ich zainteresowań. Jeżeli algorytm nie zakwalifikuje nas jako potencjalnie zainteresowanego to może nam się w ogóle temat nie wyświetlić. Wtedy jesteśmy zdani tylko na polecanki znajomych albo czysty przypadek. Ile razy zdarzyło mi się coś zakupić czy przeczytać, obejrzeć, posłuchać tylko dzięki poleceniu zaufanego znajomego! I to pomimo tego, że ten sam tytuł przewinął mi się wiele razy w różnych recenzjach i miejscach… Tak, za duży zalew informacji może spowodować, że coś zupełnie przegapimy.

Kategorie:

Tagi:

Nie udało się załadować powiązanych wpisów.

Komentarze z Kosmosu

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry