Przewijanie do góry

217. spotkanie KMF „Sagitta” – relacja

04/14/2026 | JPawello

Spotkanie miało miejsce: 2026-04-03

Na 217. spotkaniu zajęliśmy się kluczową kwestią dla fanów komiksów w Polsce (oprócz samych komiksów). Mianowicie, zastanawialiśmy się nad mroczną stroną rynku. Przyzwyczajeni przez lata do posuchy byliśmy bardzo wyrozumiali dla wydawców, ale od pewnego czasu przydarza się im coraz więcej niedoróbek. Od zwykłych kiksów, literówek, po poważniejsze przesunięcia, opuszczenia, niechlujstwo edytorskie i redakcyjne czy typowe błędy drukarskie. Jest to o tyle denerwujące, że wydania kolekcjonerskie kosztują krocie, a wydawcy często zachowują się niepoważnie: ich mentalność bywa rodem z poprzedniej epoki.

O ile błędy można wybaczyć, bo wszyscy jesteśmy ludźmi (chyba że ktoś pochodzi spoza Ziemi), o tyle „zarządzanie ryzykiem” i „damage control” bywa różny. Od sensownego po kiepski. Niektórzy wydawcy mają problem ze zrozumieniem dość prostej prawidłowości: zadowolony klient przyjdzie po więcej. A niezadowolony może zrobić wydawcy mocną czarną legendę, co nawet w skrajnych przypadkach, przy mobilizacji zasobów, spowoduje duże kłopoty wizerunkowe (czyli i finansowe). Bo jeśli nie wiadomo, o co chodzi to… chodzi o seks, władzę i pieniądze. Może na razie skupmy się na ostatnim :}

Wydawanie komiksów to biznes. Da się dorzucić do tego gramik ideologii, przekonać nabywców o swojej fajności, fandomowym sznycie czy wspólnych korzeniach, ale wniosek jest prosty: kasa ma się zgadzać. A patrząc na nakłady komiksów i pozycję na rynku wydawniczym, gdzie królują komiksy dziecięce i przede wszystkim, mangi – ten rynek komiksów w Polsce, jest niszą w niszy. Polski komiks stanowi część niszowej niszy w niszy itd. Olewając czytelników wydawcy niszczą rynek, co w konsekwencji w dłuższej perspektywie spowoduje monopolizację przez dużych graczy – tylko i wyłącznie. Dalej: uboższą ofertę (i droższą) i ostatecznie, krach rynku i kolejną wielką smutę komiksowa. Oczywiście, że wróciliśmy do kwestii nakładów w PRL, które są jednymi z najbardziej zmitologizowanych zagadnień w polskiej popkulturze (oprócz polskości Thorgala).

Bywały przeszacowane i wklepywane na „normę” i papier, a realnie na rynku lądowała 1/3. Bywały pirackie dodruki, z których autorzy mieli NIC. Ale wielu komentatorów odwołuje się do tych liczb przy byle okazji. To iluzja. Nietrudno się domyślić, że został też poruszony problem niezalu i selfpublishingu. Z innej perspektywy wydawnicznej: skalping, czyli skupowanie tytułów, żeby potem popchnąć z przebitką, psychofani, kwestie tłumaczeń, zwroty, mecenat państwa, budowanie soft power, foliowanie lub jego brak i „graalowe” hermetyczne dyskusje: co lepsze offset czy kreda. Dorzucając do tego specyficzne podejście samych drukarni, które olewają zamawiających, bo wiedzą, że mogą… otrzymujemy obraz rynku, ciągle w stanie rozwoju z kruchym status quo.

Na kolejnym spotkaniu klubowym porozmawiamy o animacjach dla dorosłych – zapraszamy!

Kategorie:

Tagi:

Ten wpis nie należy do żadnej specjalnej grupy.

Komentarze z Kosmosu

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry