Przewijanie do góry

Blue Heaven – recenzja Komiksem po łapach

03/21/2026 | Cthulhu

Co może się zdarzyć, gdy dwójka psychopatów spotka się na dużej zamkniętej przestrzeni? 

Na pompatycznym, czyli największym i najbogatszym statku pasażerskim świata nazywającym się Blue Heaven spotyka się dwójka ludzi. Obaj mają różne życiorysy, ale są do siebie dość podobni. Ji Sheng Long jest Chińczykiem, który w dzieciństwie usiłował dokonać zamachu na życie szefa triady, a potem był przetrzymywany w celi przez swoją niedoszłą ofiarę. Działa z ukrycia i samotnie. Nie zna takich uczuć jak współczucie, jego podstawowym celem jest przeżycie w celu wykonania zadania. Galph Juneau jest znudzonym życiem synem okaleczonego w pożarze bogatego szefa firmy farmaceutycznej. Działa otwarcie, nie waha się manipulować innymi i siać strach, tylko dlatego, aby zamęt dostarczył mu więcej rozrywki. To urodzony rasista, który gardzi wszystkimi spoza własnej rodziny. No, ale czy w ogóle miał szansę wyrosnąć na kogoś innego w takiej rodzinie? Praktycznie połowa serii to rozstawianie pionków przed wielkim finałem. W miarę rozwoju fabuły także z pasażerów wychodzi to, co najgorsze. Narasta paranoja. Niewiele trzeba, aby rozpoczęła się rzeź. Tak prezentuje się całość mangi. Na papierze pomysł nie wygląda źle. Gorzej z wykonaniem. Obrót spraw nie wydaje się być realistyczny. Brakuje tego czegoś co sprawiłoby, abym chciał do niej wrócić. Ostatnie pół tomu zawiera całkowicie odrębną opowieść złożoną z kilku rozdziałów o dwójce młodych awanturników. Pierwsza nazywa się 69, a druga to dwuczęściowe Route 69. 

Kreska nie jest szczególnie nadzwyczajna, ale nie jest też zła. Nie ma możliwości, aby wprawne oko nie rozpoznało tej ręki. Postacie są charakterystyczne zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru. Ji Sheng Long jest nieco upiorny co najwyraźniej podoba się jednej z postaci. Za to wizerunek Galpha Juneau to połączenie Jokera i austriackiego akwarelisty. Wielokrotnie powtarza nam się jak bardzo luksusowy ma być ten okręt. Jednakże mnie to bardziej przypomina przepych i wyobrażenie elitaryzmu niż faktyczne bogactwo. 

Wydanie składa się z trzech tomów o równej objętości po nieco ponad 200 stron papieru offsetowego. Kolorowe kredowe są jedynie pierwsze strony tomów. Wszystkie obwoluty przedstawiają rysunki o różnym odcieniu błękitu i bieli. Okładki zawierają dokładnie te same portrety tylko w odcieniach szarości. Odróżniają je jedynie opisy fabuły na obwolutach, których brak na okładkach. Mangę wydano oryginalnie w 2002 roku, a w polsce dzięki wydawnictwu Waneko w 2014 roku. 

Autorem mangi jest Tsutomu Takahashi, który jest też znany pod pseudonimem Ichigo Nekota. Tworzył od początku lat 90. Gościnnie wykładał na Uniwersytecie Ritsumeikan. Jego asystentem był Tsutomu Nihei. To autor Abara. Niektórzy mogą go znać także z jednotomówki Alive wydanej przez Waneko. 

Blue Heaven to czytadło na raz. Być może miało się za nim kryć jakieś głębsze przesłanie o ludzkiej naturze, ale obawiam się że autor zupełnie się w tym pogubił. Historia nie wydaje mi się tak do końca przemyślana, choć widać w niej potencjał. Pełno tu pourywanych wątków, dla przykładu zupełnie nie wiem czemu miał służyć wątek diwy operowej. Polecam tę mangę tym, co akurat w tym momencie nie mają nic ciekawszego.

Plusy:

– mroczny klimat,

– nie jest zbyt długa.

Minusy: 

– pourywane wątki,

– zmarnowany potencjał,

– brutalność.

Wydanie: 2/3.

Grafika: 2/3.

Fabuła: 2/3.

Ocena: 6/10.

Recenzja Mario na kanale Komiksem po łapach:

Kategorie:

Tagi:

Ten wpis nie należy do żadnej specjalnej grupy.

Komentarze z Kosmosu

Zostaw komentarz

Przewijanie do góry