Łódź Komiksowa: Od Kaczora Donalda do Stachanowca w Kosmosie wywiad z Błażejem Qrjusz Kurowskim ART

Czy Łódź jest ważnym miejscem dla popkultury i czy można ją nazwać stolicą polskiego komiksu?
Sam w sumie nie wiem. Z jednej strony mamy cudowną ekipę EC1 i Muzeum Komiksu, którzy organizują już dwa festiwale w roku (MFKiG i Kaiju), regularne komiksowe spotkania i wystawy; mamy bardzo duże nasycenie twórców na metr kwadratowy, a jednak cały czas mam wrażenie jakby Łódź nie istniała w umysłach ludzi poza wrześniowym MFKiG. Może to kwestia tego, że np. Muzeum Karykatury w Warszawie, które nie organizuje dużego festiwalu skupia się na mniejszych wystawach/spotkaniach/warsztatach i w ten sposób częściej pojawia się w głowach ludzi? Może to kwestia tego, że nie mamy już w Łodzi dedykowanej księgarni komiksowej (poza EC1 ofc)? Albo, że Los Kraba, Marcina Bałczewskiego, dopiero zaczyna jako wydawnictwo. A może to typowe łódzkie narzekactwo, że chcielibyśmy coś innego niż mamy.
Czy związki Łodzi z filmem miały wpływ na twoją fascynację komiksem? Jeśli nie, co wpłynęło na rozwój zainteresowań?
Raczej nie, lubię filmy, ale nieszczególnie interesowałem się polskim kinem z Łodzi. Moje zainteresowanie komiksem zbudował Kaczor Donald i TM-Semic, jak z resztą większości mojego pokolenia. Wygodne gazetki w zasięgu finansowym każdego dzieciaka, które można było łatwo schować pod zeszytem udając, że się uczy geografii. A potem oczywiście Czarodziejka z Księżyca, Ghost in The Shell i Dragon Ball przełożyły się na fascynację mangą.
Co stoi na przeszkodzie, aby polscy twórcy przeprowadzili inwazję komiksową na Zachód, tak jak Rosiński czy Kasprzak?
Jest sporo artystów, którzy już teraz odnoszą sukces za granicą: Kasia Witerscheim, Bartosz Sztybor, Jakub Rebelka, Rafał Jaki, Konrad Okoński… Jeśli jednak nie ma „inwazji polskiego komiksu” to wydaje mi się, że wynika to z dość niskiego profesjonalizmu (w znaczeniu tego ile osób zajmuje się komiksem full time) naszej sceny: mamy mało wydawnictw, niskie czytelnictwo, brak szkół tematycznych i brak tzw. przemysłu komiksowego. Większość twórców działa samemu bez jakiegoś większego wsparcia lokalnej branży. Kiedy mamy nakład np. 400 sztuk komiksu, z okładkową ceną 50 zł, to trudno myśleć o budżecie, który pozwoliłby na opłacenie tłumacza, przygotowanie pitchu czy np. regularne wystawianie się na zagranicznych festiwalach.
Ale też nie różni się to za bardzo od innych polskich dziedzin kultury. Polski film się nie przebija, nie mamy wielu znanych międzynarodowo kompozytorów (a jak mamy, jak Hania Rani, to w kraju nie są oni aż tak znani) czy pisarzy. Raczej przegrywamy z tytanami wpływu kulturowego jak Japonia, Korea, Francja czy USA.
Kim są twórcy, których podziwiasz i poleciłbyś do poznania?
Rysunkowo najbardziej cenię Otto Schmidta (Birds of Prey, DC vs Vampires), Katsuhiro Otomo (Akira), Yuto Sano (Gokurakugai) i Kim Jung Gi. To twórcy, którzy chyba mieli największy wpływ na to jak rysuję.
Natomiast jeśli chodzi o scenariusze to bardzo lubię rzeczy Jamesa Tyniona IV (Coś zjada dzieciaki), bo ma niesamowicie lekki styl pisania, tworzy straszliwie mroczne historie z pogranicza gore i horroru, które czyta się jak powieści obyczajowe. Lubię też spokojniejsze pisanie, bardzo lubię np. Hirayasumi Keigo Shinzō czy Paląc papierosy z Tobą za sklepem od Jinushi. Skończyłem ostatnio czytać Goodnight Tokyo Atsuhiro Yoshidy (to akurat książka a nie komiks) i też bardzo mi się podobało.
Jak z twojej perspektywy wygląda scena polskich zinów komiksowych?
Świetnie. Ziny to serce polskiego komiksu i ma się tak dobrze jak nigdy. Zinów publikuje się bardzo dużo i na bardzo wysokim poziomie zarówno twórczym, jak i wydawniczym. Wydaje mi się, że w tej kwestii podążamy trochę za globalnymi trendami gdzie self-publishing i crowdfunding przeżywają renesans. Warchlaki, Dreszczyk, Szelesty czy Bzik mogłyby spokojnie pretendować do miana regularnych magazynów komiksowych.
Stworzyłeś ciekawy komiks Stachanowiec in Space, w którym przedstawiasz alternatywne losy PRL. Czy to zabawa konwencją historii alternatywnych, czy może nutka nostalgii za minioną epoką?
Trudno mieć nostalgię, kiedy PRL upadł, jak miałem 3 latka, nazwałbym to raczej żalem za zmarnowanymi szansami. W takim sensie, że, szczególnie w Łodzi, transformacja ustrojowa pozostawiła bardzo wielu ludzi poza nawiasem; tworząc wielki żal, że mogło być inaczej. Dużo mówi się o tym, że przemysł PRL i tak był „do zaorania”, bo był zacofany technologicznie, ale w Łodzi akurat jest takie poczucie, że zamknięto zakłady włókiennicze, żeby przenieść je do dużo gorszych technologicznie krajów jak Bangladesz dając w zamian centra outsourcingowe, które teraz też się wynoszą. Wydaje mi się, że w krajach po transformacji dużo jest resentymentu, że mogło być lepiej i trochę o tym jest świat przedstawiony w Stachanowcu: że wystarczył przypadek, by historia potoczyła się inaczej. Jest to też częsta opinia, którą dostaję o komiksie: ludzie mówią, że fajnie przeczytać komiks, gdzie w kosmosie, na statku jest Władek. Nie John, Takeshi czy Pierre, a zwykły koleś z Teofilowa w Łodzi; tak jakby poczucie w narodzie było takie, że „Polacy mogą więcej, ale zostaliśmy oszukani”.
Chociaż sama idea PRL jest w komiksie, bo w takim settingu działy się oryginalne komiksy, które tworzyłem przed Stachanowiec in Space. Więc raczej warstwa „ideologiczna” została nałożona na sam koncept niż na odwrót. Po prostu chciałem, by ten świat był jak najbardziej wiarygodny w swoim absurdalnym założeniu.
Czym jest dla ciebie manga? Czy powinniśmy czerpać wzorce z japońskiej popkultury i przenosić je na polski rynek, by powstała „polmanga”?
Japoński rynek mangi jest dla mnie chyba obecnie najbardziej ciekawym twórczo rynkiem komiksowym na świecie. Tworzy się tam bardzo dużo rzeczy w bardzo dużych nakładach na wszelkie możliwe tematy. Plus większość historii, w przeciwieństwie do amerykańskiego superhero, jest autorska i zamknięta: możemy wziąć numer 1, przeczytać wszystko do numeru 60 i mieć zamkniętą całość bez konieczności sięgania po spin-offy, gościnne serie, wielkie crossoverowe eventy itd.
Co do samych japońskich wzorców, myślę, że moglibyśmy dużo się nauczyć, jeśli chodzi o czytelnictwo: w Japonii czytają wszyscy. Starzy, młodzi, w metrze, na przystankach, w kawiarniach. Popularne mangi sprzedają się w 20 mln egzemplarzy: chciałbym, żeby tylu ludzi u nas czytało komiksy, bo wtedy sytuacja na rynku byłaby zupełnie inna: wyższe dochody, pozwoliłyby na częstsze publikacje i większe eksperymentowanie z materiałem.
Warto jednak pamiętać, że same mangi mają też sporo wad: np. sztampowość niektórych shonenowych historii, które są pisane od jednego scenariusza. Ale może to właśnie czyni je przystępniejszymi dla czytelnika?
Jak wychowanie w mieście, które podupadło gospodarczo w latach 90. wpłynęło na twoją twórczość?
Nie było nic do roboty, więc siedziałem w domu i rysowałem komiksy :). Prawda jest jednak taka, że jako dzieciak z przedmieść nie za bardzo odczułem te najgorsze aspekty Łodzi. Jasne, trzeba było kilka razy uciekać przed kibolami czy łebkami, którzy wymuszali kasę na Piotrkowskiej, ale ja głównie pamiętam Łódź jako miasto deskorolki, graffiti i drum’n’bass i na tym wyrosłem, także twórczo, bo sam długo zajmowałem się street artem (głównie vlepkami). Więc jeśli coś miało na mnie wpływ to prędzej ETAM cru i audycje Nocny Trans w Radiu Łódź.
Jak po latach odbierasz popkulturę (gry, komiksy, książki, filmy) lat 90. i 2000.? Czy można tam szukać inspiracji?
Wydaje mi się, że były to jedne z najlepszych czasów dla popkultury ever i mamy ogromne szczęście, że mogliśmy w nich dorastać i zobaczyć, jak powstawały Dragon Ball, Terminator, Matrix, filmy Studia Ghibli, Samurai Jack, Laboratorium Dextera, Metal Gear Solid czy Ghost in the Shell. Jeszcze zanim wszystko zostało sfranczyzowane i wchłonięte przez wielkie korposy zjadające się nawzajem (Alien, który jest teraz księżniczką Disneya). Co do samej inspiracji, myślę, że powinniśmy raczej przestać: nie wiem, czy powstało gorsze dzieło popkultury niż absolutnie koszmarny Ready Player One, który wyrwał te wszystkie fajne rzeczy z oryginalnych kontekstów i wrzucił w swoją papkowatą fabułę. Jedyna inspiracja, którą chciałbym widzieć to, żeby znowu można było stworzyć jakiś film/serial/komiks bez myślenia o tym, że jest to początek wielkiego uniwersum: imponuje mi, dlatego Gravity Falls: serial z założenia miał mieć 2 sezony i tyle powstało. Koniec. Dwa miesiące wakacji w Mystery Shack na koniec Mabel i Dipper (i Waddles) wrócili do domu.
Dlatego piszę właśnie spin-off Stachanowca w tym samym uniwersum.


Kategorie:
- Akcje
- Anime
- Discord
- DKK
- Duchologia
- Fandom
- Fantastozofia
- fantastyka
- Fun
- Grafika
- Historia
- Kanał Miłośników Fantastyki
- Komiksy
- Kreskówki
- Książki
- Kultura
- Manga
- Niezal
- Ogólne
- Online
- Popkultura
- PRL
- przemyślenia
- Seriale
- Sprawy klubowe
- Wywiady
- Własna twórczość
- Ziny
Tagi:
- #anime
- #Błażej Kurowski
- #crowdfunding
- #czytaj z Sagittą
- #droga która się nie kończy
- #duchologia
- #dyskusje
- #fandom
- #fantastyka
- #Jesień z Sagittą
- #klub miłośników fantastyki
- #KMF SAGITTA
- #kmf11
- #kmfsagitta.pl
- #komiksy
- #Kruszon
- #lata 2000.
- #lata 90.
- #manga
- #MFKiG
- #niezal
- #nostalgia
- #online
- #polmanga
- #polscy twórcy komiksowi
- #popkultura
- #PRL
- #Sagitta
- #sagittarianie
- #spotkania
- #sprawy klubowe
- #Stachanowiec in Space
- #street art
- #transformacja
- #Twoja wizja fantastyki
- #wywiady
- #ziny
- #życie klubowe w Polsce
Komentarze z Kosmosu