Walczymy i będziemy walczyć – wywiad z Konradem T. Lewandowskim
Wiele lat współpracował Pan z Nową Fantastyką. Pisał Pan felietony, polemiki, recenzje, relacje. Jak Pan wspomina lata 90. i Nową Fantastykę? Czy była to Złota Era magazynu?
Tak, jeśli chodzi o różnorodność tematów, otwartość polityczną, ogólne cieszenie się wolnością. Wszystko można było napisać i pisaliśmy wszystko. Ograniczała nas tylko nasza wyobraźnia, ale robiliśmy wszystko, żeby tę granicę stale przekraczać. Jednak nie był to czas sukcesu ekonomicznego NF, pismo wyraźnie dołowało z roku na rok i to jest druga ciemniejsza strona tego medalu. Maciek Parowski nie był biznesmenem i nie chciał nim być, nawet trochę. To doprowadziło do obecnej słabości i upadku NF. Nikt by nie tknął dziedzictwa Maćka, gdyby była to kura znosząca złote jajka.
Jak wyglądało życie redakcji od kuchni? Czy ma pan wspomnienia z tego okresu działalności Nowej Fantastyki?
Piwo lało się od południa. „Codziennie robicie tu konwent!”, jak podsumował nas kiedyś wkurzony Krzysiek Szolginia, sekretarz redakcji. Więc po tej reprymendzie staraliśmy się ów konwent zaczynać tak od 14-15. Generalnie jednak tego życia redakcyjnego i pracy redakcyjnej nie sposób było od siebie oddzielić. Dyskutowaliśmy nowe pomysły na teksty i sposoby ich opracowania. Standardem było, że jak autor wpadał do redakcji z pomysłem, to się go obgadywało przy piwie. W nowym wieku, po przeprowadzce z Mokotowskiej na Garażową, wydawca położył nam szlaban na ten nieustający konwent. Atmosfera zrobiła się korporacyjna, co nie przysłużyło się budowaniu atrakcyjności i legendy NF, ale póki żył Maciek, dało się żyć.
Nieraz wspomina Pan, że współcześnie odchodzi się od wizji, jaką Maciej miał dla fandomu.
Maciek mawiał, że jest „redaktorem wszystkich Polaków” i drukował każdego, kto miał coś istotnego i ciekawego do powiedzenia. Nawet, a zwłaszcza teksty skandaliczne, że wspomnę awantury wokół opowiadań Szydy, Regalicy i Solskiego. Pamiętam jak „Gazeta Wyborcza” dostawała wtedy ataków szału. Bezsilnego, w przeciwieństwie do dzisiaj, kiedy zawsze znajdzie się dość usłużnych kanalii, by wyegzekwować lewacką cenzurę. Akceptacja jakiejkolwiek formy cenzury po prostu nie mieściła się Maćkowi w głowie.
Jak Pan wspomina Macieja Parowskiego?
Lepiej było z nim zgubić niż z innymi znaleźć. Kilka razy nakładał na mnie kilkumiesięczny zakaz wstępu do redakcji, ale zawdzięczam mu możliwość druku moich najważniejszych tekstów. Zwłaszcza esejów w „Czasie Fantastyki”, gdzie mogłem się wyżyć intelektualnie jako świeżo upieczony doktor filozofii. Bez Maćka mój doktorat byłby tylko świstkiem kartonu, bo nic by z niego nie wynikło. Nikt nie zrobił dla mnie więcej od niego, dzięki istnieniu tego człowieka mogłem zbudować sens własnego życia. Przy czym działo się to wszystko w nieustającym sporze z Maćkiem, na zasadzie „poczekaj Zając!”, zaraz napiszę coś takiego, że ci oko zbieleje!
Czy może Pan opowiedzieć o projekcie Filozofowarka?
Filozofowarka to maszyna filozoficzna, sztuczna inteligencja, którą wymyśliłem w 1999 roku w opowiadaniu „El Ninio 2035”. Równo 20 lat później odkryłem, że mogę ją zrealizować w rzeczywistości, w postaci programu w języku Python. Nauczyłem się więc programowania i zrobiłem to! Ma 800 linii kodu. Pomysł SF działa teraz na moim laptopie i używam go dla urozmaicenia spotkań towarzyskich. Planowałem początkowo jeździć z Filozofowarką po konwentach, ale nikogo to nie interesowało, więc nic mnie już nie łączy ze współczesnym fandomem.
Jestem fanem książek o komisarzu Drwęckim. Czy zamierza Pan kontynuować serię kryminałów?
Jak się znajdzie wydawca, to czemu nie? Pewnie jednak się nie znajdzie, więc nici z kontynuacji. Największym problemem jest to, że nie potrafię sobie wyobrazić współczesnego czytelnika, to jakieś mroczne widmo, z którym nie sposób wejść w kontakt mentalny. Nie rozumiem ich, a oni mnie. Ciekawe, że ten kontakt mentalny się urwał akurat kiedy wychodziłem z raka, rekonwalescencja i powrót do formy fizycznej trwały dwa lata. Jak się pozbierałem, okazało się że już nikt na mnie nie czeka. Jakby mieli mi za złe, że przeżyłem. Im bardziej mnie nie było, tym byłem bardziej demonizowany…
W 2013 roku została wydana alternatywna historia Orzeł bielszy niż gołębica w ramach Zwrotnic czasu. Czy takie serie jak ta wydana przez Narodowe Centrum Kultury mają jeszcze szansę na promowanie fantastyki?
To był dobry projekt, ale zderzenie środowiska fantastów z urzędnikami państwowymi to był zbyt wielki wstrząs dla tych drugich… Pewnie już tego błędu nie powtórzą, zwłaszcza że zabrakło Maćka Parowskiego, który przecież wymyślił i zapoczątkował tę serię, i był bezcennym mediatorem. Pamiętał jak wrzeszczał na mnie: „Przewodas, oszalałeś! To są ludzie z władzą, z nimi się tak nie rozmawia!” Przyznaję, miałem za nic te pouczenia, skutkiem czego NCK wytoczyło mi trzy procesy sądowe, które w końcu rozeszły się po kościach. Ale trudności w dialogu pisarze-urzędnicy od kultury pozostały. Musiałby się pojawić drugi Maciek, który by umiał jakoś przywieźć te żywioły do kompromisu. Dla mnie osobiście wszelkie kompromisy są bardzo trudne do zniesienia. Jedyny wyjątek jaki mogę zrobić to sytuacja, gdy jestem szefem zespołu i odpowiadam za ludzi.
Czy dzisiejszy świat, który jest mocno spolaryzowany na prawicę i lewicę, nie wpływa na kondycję fantastyki i literatury?
Polaryzacja nie jest i nigdy nie była problemem dla pisarzy fantastów, czyli środowiska najbardziej różnorodnych świrów, jakie w ogóle może istnieć. Zawsze się ze sobą jakoś dogadywaliśmy, mimo więcej niż skrajnych różnic poglądów i światopoglądów. Zawsze szanowaliśmy najbardziej pokręcone poglądy, choć śmieliśmy się z nich też, choćby z ufologii Emmy Popik. Jednak przede wszystkim, ponad wszystko byliśmy Fandomem. Nie nas uczyć tolerancji. Nasze spory przekuwaliśmy na naszą literaturę i to było w nich najważniejsze. Umieliśmy się różnić i to jest cecha pokoleniowa, która została kompletnie zatracona. Teraz rozpętano otwartą wojnę ideologiczną, no a w czasie wojny milkną muzy… Zamiast nich przemawiają propagandyści – tędy wycieka krew Fandomu. I mamy już cenzurę – cyniczną, obłudną, zaprzeczającą bezczelnie własnemu istnieniu, co jest w niej najgorsze. Współczesna lewica nabrała mentalności typowo nazistowskiej – dzisiejsze „jebać PiS” i dawne „Jude raus” to jest dokładnie ten sam język pogardy, nienawiści i dyskryminacji. Tylko dziś przyprawiono to jeszcze taką hipokryzją, że starym nazistom opadłyby szczęki, bo ich stać było chyba na większą szczerość. A do tego mamy jeszcze typowo orwellowskie odwrócenia pojęć – unifikację nazywa się „różnorodnością”, a specjalne przywileje „równością”… Straciłbym jednak cały szacunek do fantastyki, gdyby ona się poddała i nie przetrwała mimo wszystko. Walczymy i będziemy walczyć, a kiedy urodzi się nowy Janusz Zajdel (a Bohaterowie się odradzają), wygramy!
Przez wiele lat uważano że fantastyka żyje w getcie i było parcie, aby stała się mainstreamową. Czy dzisiaj fantastyka, będąca w mainstreamie literatury, rozkwita czy obumiera?
Spór „getto FS” kontra mainstream to w istocie spór wyobraźni z jej brakiem, jest to więc konflikt odwieczny, nierozstrzygalny i ogólnoludzki. Większość ludzi ma słabą wyobraźnię, ale wysokie poczucie własnej wartości, więc oni zawsze będą zasilać literacki mainstream i nigdy nie przyznają się, że ich fantastyka przerasta. Więc my zawsze będziemy dla nich politowania godnymi odmieńcami. No i trudno! Tak jest ten świat poskręcany i nic się z tym nie da zrobić, choć próbowałem i wielu wciąż próbuje. Tej walki z wiatrakami nie da się wygrać, ale póki ktoś próbuje, fantastyka żyje i żyć będzie!
Wejście do mainstreamu oznacza, że przestaje się fantastykę nazywać fantastyką i tyle. To śmieszny snobizm. Można dyskutować, czy on szkodzi SF, czy pomaga? Ja nie wiem.
Ma Pan opinię outsidera fantastyki, osoby niepokornej i niezależnej. Czy z tej pozycji łatwiej obserwować fandom i popkulturę?
Zastanawiam się, co by było, po tym bez liku ostracyzmów, które na mnie nałożono, bo ktoś tam kiedyś strzelił focha, gdybym ja zrobił coś naprawdę haniebnego? Coś rzeczywiście zasługującego na niewydumane społeczne potępienie. Jak wtedy można by skreślić Przewodasa jeszcze bardziej…? Śmieszy mnie więc ta sytuacja. Mówi ona znaczniej więcej o ludziach, którzy mi to robią, o ich potrzebie posiadania wroga, nienawidzenia kogoś, o ich kompleksach, ich potrzebie bycia lepszym, niż o mnie. Ci, co nie chcą ze mną rozmawiać wyświadczają mi wielką przysługę – oszczędzają konieczności odkrywania, że są głupi i że zmarnowałem czas zadając się z nimi. Ale w sumie, tracicie ludkowie nie gadający ze mną znacznie więcej niż ja.
W niektórych polemikach, jakie Pan prowadzi z pisarzami, poruszana jest kwestia etosu literackiego. Czy mógłby Pan opowiedzieć o etosie pisarza? O kim albo o czym powinien pisać? Czy pisać można nawet wtedy, kiedy w życiu realnym twórca nie podjąłby się takiego wysiłku jak nasz bohater?
Nie wyobrażam sobie, że można żyć inaczej niż się pisze! Nie chodzi o to, żeby rozwalić komuś głowę ostrym narzędziem, skoro opisuje się bohatera, który to robi. Trzeba umieć wykazać się realną odwagą, jeśli opiewa się ludzi odważnych. W innym przypadku pisarstwo staje się działalnością obrzydliwie toksyczną dla autora i czytelników. Nie mogę więc przejść obojętnie obok podejrzenia, że coś takiego się dzieje. Na szczęście, to się jeszcze nie zdarzyło. Zarzucałem wielu osobom konformizm, ale rozumiem, że oni z czegoś muszą opłacić rachunki, a niekoniecznie mogą tak jak ja, kiedy zabraknie zleceń iść pracować w przemyśle i przynosić do domu trzy razy więcej pieniędzy niż zarabiałem jako pisarz. Liczę jednak, że to okres przejściowy i kiedyś znów będę mógł być biedny… Jednak moja wyrozumiałość się kończy, gdy widzę ludzi, których poczynania odbierają wolność nam wszystkim. Taka podłość musi się spotkać z powszechnym potępieniem i naprawdę lepiej dla nich, by poszli do noclegowni dla bezdomnych niż żyli dalej jako sługusy systemu. Ja bym tak zrobił.
A pisze się o świecie – takim jaki jest i o tym, co miało pozostać w nim głęboko ukryte. Szkoła Zajdla po prostu!
Czy ma Pan jakieś rady dla początkujących twórców?
Rób swoje i nie pękaj! Pamiętaj, że po podmiocie ma być orzeczenie i nie powtarzaj tych samych słów w sąsiednich zdaniach. To wystarczy.
Jak ocenia Pan współczesnych polskich twórców fantastyki? Na kogo warto zwrócić uwagę?
Jestem fanem Marty Potockiej. Ona mi swoim „Chomikiem” udowodniła, że fantastyka jest nieśmiertelna i zrobiła to w chwili, gdy serio myślałem, że SF umiera. Wiem, że teraz pracuje nad książką, z góry ją polecam!
Co do pozostałych twórców, to niech sobie żyją! Niech tam sobie konsumują swoje małe kompromisy z realiami wydawniczymi. Każdemu wolno nie być wielkim. Ale pamiętajcie, że jeśli zrobicie coś naprawdę złego to przyjdzie wkurwiony Przewodas i rozpierdoli w drobne chujki, a każdy jeden złamany…
Dziękuję za wywiad i życzę nam wszystkim, aby fantastyka ciągle była żywa i żwawa!
Kategorie:
- Akcje
- Czasopisma
- Discord
- DKK
- Duchologia
- Eventy
- Fandom
- Fantastozofia
- fantastyka
- Fun
- Historia
- Kanał Miłośników Fantastyki
- Konwenty
- Książki
- Kultura
- Ogólne
- Online
- Opowiadania
- Popkultura
- przemyślenia
- Spotkania
- Sprawy klubowe
- Wywiady
- Własna twórczość
Tagi:
- #Discord
- #DKK
- #droga która się nie kończy
- #Drwęcki
- #etos literacki
- #fandom
- #fantastyka
- #filozofia
- #filozofowarka
- #historie alternatywne
- #ideologia
- #Kanał Miłośników Fantastyki
- #klub miłośników fantastyki
- #KMF SAGITTA
- #kmf10
- #kmfsagitta.pl
- #Konrad Lewandowski
- #Kruszon
- #kryminały
- #kultura
- #lewica
- #literatura
- #Maciej Parowski
- #mainstream
- #NCK
- #Nowa Fantastyka
- #online
- #Orzeł bielszy niż gołębica
- #pisarze
- #polityka
- #polscy pisarze
- #popkultura
- #prawica
- #Przewodas
- #spotkania
- #sprawy klubowe
- #Twoja wizja fantastyki
- #wywiady
- #własna twórczość
- #zwrotnice czasu
- #życie klubowe w Polsce



Komentarze z Kosmosu